Czwarta część sagi o rodzinie mieszkającej w Foxworth Hall .
Ta część poświęcona jest Barthowi, młodszemu synowi Cathy. Od samego początku odstawał od innych. Przez całą powieść mam mieszane odczucia co do jego osoby, ponieważ jest w nim coś mrocznego.
W dzieciństwie Bart cierpiał na zaburzenia osobowości. Do końca nie został wyleczony, co da się odczuć czytając tę powieść. Będąc małym chłopcem wzorował się na nieżyjącym dziadku, który był obsesyjno religijnym bezwzględnym tyranem ,nienawidzącym kobiet i uważającym je za niegodziwe i niemoralne istoty, jakby były wytworem szatana, o którym opowiadał mu stary i schorowany służący z Foxworth Hall, dla którego Malcolm był wzorem. Jak później się okazało nie był jedyną osobą, która tak uważała. Gdy John umarł wszyscy odetchnęli z ulgą, że nie ma już osoby która mogła by wypaczać umysł Barta w sposób jaki robił to starzec. Jak bardzo się mylili….
Bohaterowie są bardzo naiwni, ale tłumaczę sobie to tak, że gdyby nie ich naiwne postępowanie, to ta książka była by nudna. Dzięki temu powieść jest pełna wstrząsających akcji.
Podobają mi się momenty kiedy Cathy stara się wszystko wytłumaczyć nie stając po żadnej ze stron i sprawić, że to co mówi dociera w jakimś stopniu do swojego rozmówcy.
Czytając tę powieść mam sprzeczne emocje. Jednocześnie irytuje mnie co tam się dzieje, z drugiej strony jestem ciekawa jak losy bohaterów dalej się potoczą. Momentami wydarzenia opisane w książce, są nieprawdopodobne i nie mogę się od niej oderwać, a za chwilę nudzi mnie i denerwuje.
Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, ale naprawdę warto przeczytać całą sagę, przez sprzeczne emocje jakie wywołuje powieść, jest bardzo ciekawa, oraz zawiera wiele przesłań życiowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz